English Polish

Publickacje prasowe
architektura wnętrz

KONTAKT
TEL +48 0 608 47 47 43

Teksty i artykuły prasowe

"Odkrywamy piękno cegieł" Głos Wielkopolski 12.02.2010

"Modne mieszkanie - jasne i przestrzenne " Głos Wielkopolski 9.07.2010

Koniec z jesienno-zimowym nastrojem, kojarzącym się z wyciszeniem i zastojem! W salonach meblarskich i wyposażenia wnętrz widać już wiosenne ożywienie. I coraz częściej mówimy o modzie, o trendach, o tym, że pojawiają się wiosenne kolekcje. Szereg firm meblarskich i wnętrzarskich już stawiło czoła wiosennemu wyzwaniu, i zapewniają, że klienci będą pozytywnie zaskoczeni. Przyjrzyjmy się zatem ofertom w naszej gazecie, poświęconym najciekawszym nowinkom, jakie można znaleźć na rynku.

Zasad projektowania i budowania mebli zmienić raczej nie można, bo ich kształty podyktowane są na ogół zasadami funkcjonalności i niewiele nowego można tu wprowadzić. Dlatego rewolucja w salonach raczej nam nie grozi, choć widać, jak sezonowo już zmienia się styl w meblarstwie. Projektanci bowiem docenili to, że nie można budować mebli dla mebli i dopiero dobierać je do istniejącej już zabudowy wnętrza. Powstające zatem kolekcje z góry współgrają z szeregiem artykułów dekoracyjnych, a do tego nieraz są już dopasowane do wielkości i kształtu pomieszczenia w którym staną. Tylko kupić i wstawiać. Oczywiście trzeba w tym momencie pokazać potencjalnemu klientowi gotowy przykład zastosowania takich, a nie innych szaf, stołów, czy krzeseł, ale tu z pomocą sprzedawcom przychodzi technika – od klasycznych przykładowych gotowych zabudów w salonach, przez komputerowe fotorealistyczne wizualizacje, aż po gotowe filmy, przygotowane za pomocą programów komputerowych, pokazujące różne kompozycje z udziałem tych samych modeli mebli, by klient mógł wybrać tę, która mu się najbardziej spodoba. Hasło, że kupujemy oczami sprawdza się tu znakomicie. Dlatego teraz powstają wiosenne kolekcje, mające tchnąć powiew świeżości, i siłą rzeczy nawiązywać do budzącej się z zimowego snu natury. Najlepiej prezentują się pomieszczenia jasne i przestronne, takie w których widać od razu widać światło, promienie słońca, a nie pokoje zapełnione do granic możliwości sprzętami – mówi Michał Snela, architekt, projektant wnętrz. - Gospodarz musi czuć się w nich swobodnie, bezpiecznie i podświadomie wyczuwać tę większą już przestrzeń życiową. Dlatego w modzie są teraz rozwiązania minimalistyczne, bazujące na formach prostych, lecz praktycznych, nie nadmiernie rozbudowanych, i do tego jasne. Owszem, widać też odradzająca się popularność stylu retro, ale tylko i wyłącznie wykorzystanego ze smakiem, i to bardziej skromnie niż dostatnio. Dominują kolory ciepłe, nawiązujące do barw natury. W wielu salonach można podpatrywać gotowe rozwiązania i z nich skorzystać przy aranżowaniu wystroju własnego pokoju, mieszkania, czy domu. Ale z drugiej strony – jeśli ktoś nie ma zmysłu artystycznego, a nie chce popełnić gafy, która zapewni mu na długi czas wątpliwą sławę u znajomych, lepiej, żeby skorzystał z pomocy projektanta wnętrz, bądź nawet z firmy zajmującej się wykończeniem wnętrza. To ostatnie rozwiązanie ma taki plus, że zlecający nie musi o nic się martwić, a tylko określa, jak jego zdaniem powinno wyglądać mieszkanie. Materiały, projekt, wykonanie – to wszystko gwarantuje już przyjmująca zamówienie firma. - Pod wiosenną modę można też podciągnąć pewną tendencję w architekturze nowych domów, zarówno mieszkalnych, jak i biurowców, a przejawiającą się w rozjaśnianiu pomieszczeń przez szklane ściany – dodaje Michał Snela. - Oczywiście takie domy były budowane już od lat, z tym, że teraz duże przeszklone powierzchnie stosuje się coraz częściej nie w reprezentacyjnych biurowcach i willach, ale coraz częściej w zwykłych domach jednorodzinnych. W efekcie można mieć skromny dom, ale za za to ciekawie zaprojektowany i wykonany. Do tego modnie i funkcjonalnie. Wszystkim rozwiązaniom architektonicznym i meblarskim towarzyszy cała gama innych artykułów, ważnych, lub nawet nieodzownych w domu. Płytki, kominki, ozdoby – to wszystko przesądza o wyglądzie, wygodzie i otwartości właściciela na najnowsze tendencje w modzie. (GOK)

"Kupić, czy wynająć? " Głos Wielkopolski 12.02.2010

Dylemat studenta. Studenci rozpoczęli zajęcia na uczelniach, w większości już znaleźli mieszkania w akademickich miastach. Niektórzy mogą jeszcze jednak mieszkać „na waleta”, inni niezadowoleni z dotychczasowego kąta, szukają nowego lokum, a wraz z rodzicami zadają sobie pytanie: wynająć czy kupić? Podpowiadamy co opłaca się bardziej i na co można sobie pozwolić, jeśli nie dysponuje się dużym kapitałem.

- Mamy kilka możliwości, wśród których wybierają studenci - akademik, pokój przy rodzinie, lub znajomych, którzy mieszkają w wybranym mieście, wynajmowane mieszkanie lub pokój (samemu lub ze współlokatorami), ewentualnie własne mieszkanie, zazwyczaj kawalerka – mówi Michał Snela, pośrednik w obrocie nieruchomościami. – Najwygodniejsze bardziej atrakcyjne, chociaż najdroższe, wydają się być dwie ostatnie opcje. Dają one młodemu człowiekowi maksimum swobody i najlepsze warunki do nauki. Sam zakup nieruchomości jest także dobrą lokatą kapitału dla rodziców i zarazem może ułatwić start ich dziecka w życie, poza rodzinnym miastem, już po ukończeniu nauki. Jednak mało których rodziców stać, by taki zakup sfinansować za gotówkę. Pozostaje oczywiście kredyt. – Średni koszt wynajęcia mieszkania o powierzchni ok. 35 mkw. np. na warszawskim Ursynowie, waha się od 1,6 tys. do 1,7 tys. zł. Natomiast rata złotowego kredytu hipotecznego w wysokości 250 tys. zł, zaciągniętego na okres 25 lat, waha się od 1,7 tys. do 1,8 tys. zł. Wysokość comiesięcznego zobowiązania wobec banku zależy od wysokości oprocentowania kredytu. Koszty można jednak obniżyć decydując się na kredyt walutowy, np. we frankach szwajcarskich. Wtedy rata kredytu spadnie do poziomu 1,5 tys. – 1,6 tys. zł. Decydując się na taki krok, trzeba być jednak świadomym ryzyka walutowego. Osłabienie złotego może znacznie podnieść zarówno wysokość raty, jak i wysokość pozostającego do spłaty kredytu – doradza Bartłomiej Samsonowicz, analityk portalu Comperia.pl. Jak podaje portal wynajem.pl, średni miesięczny koszt wynajęcia lokalu dwupokojowego w Warszawie to ponad 2 tys. zł, w Krakowie około 1700 złotych, a Poznaniu 1500 zł. – Cena zależy przede wszystkim od standardu lokalu i jego lokalizacji, przy czym najważniejszym kryterium jest dostępność do komunikacji miejskiej, przede wszystkim tramwaju – mówi Michał Snela z firmy pośrednictwa obrotu nieruchomościami Snela Nieruchomości. Widać więc, że miesięczna rata kredytu zbliżona jest do poziomu wynajmu dwupokojowego mieszkania. Z tą jednak różnicą, że zobowiązanie wobec banku w końcu się skończy, a mieszkanie pozostanie do naszej dyspozycji. Ponadto wynajmując część mieszkania, znaczna część miesięcznej raty „pokrywana” jest przez lokatora Dysponując kwotą 250 tys. zł z kredytu i 50 tys. zł wkładu własnego, mamy w Poznaniu naprawdę sporo możliwości w wyborze mieszkań. Dla studenta najlepiej poszukać wygodnego lokum w dogodnej lokalizacji, tak by na uczelnie, do biblioteki czy do centrum było jak najbliżej. Na przykład dla studenta Akademii Wychowania Fizycznego najlepsza dzielnica do zamieszkania to Wilda lub Śródmieście, dla żaków z Politechniki – Rataje, dla studentów wydziałów UAM na Morasku – Piątkowo, a osób studiujących nauki społeczne – Jeżyce lub Grunwald. Za 300 tys. zł możemy kupić np. mieszkanie w wybudowanej przez firmę D&D Investment tuż przy Starym Rynku kameralnej kamienicy Czartoria. Pod koniec września została ona oddana do użytku mieszkańców, dla których przygotowano szereg udogodnień. Na przykład będą mogli korzystać z własnego klubu fitness. Co ciekawe, z ostatnich pięter tego budynku można zobaczyć Katedrę na Ostrowie Tumskim, Poznańską Farę, a także wieżę ratusza. Z 300 tys. w kieszeni możemy także poszukać odrobinę większego mieszkania, ale już zdecydowanie dalej od centrum miasta. Na przykład w dzielnicy Grunwald znajdziemy nowoczesne lokale oferowane przez firmę Ataner. Ruszyła właśnie sprzedaż mieszkań w budynku, jaki deweloper zrealizuje w przyszłym roku przy ul. Brzask. Za 300 tys. zł możemy kupić tu blisko 45-metrowe lokum. Natomiast na rynku wtórnym przykładowe 300 tys. powinno wystarczyć na około 50-metrowe mieszkanie o standardzie powyżej przeciętnej, usytuowane na jednym z popularnych w Poznaniu osiedli: np. Zygmunta Starego na Piątkowie czy Rusa na Ratajach. Najtańsze są jednak lokale w wysokich blokach, o niewysokim standardzie. Na wspomnianych Ratajach, mieszkanie w wieżowcu o powierzchni około 40 mkw. można kupić już nawet za ok. 200 tys. zł. Pocieszyć może też fakt, że średnia cena mkw. mieszkania z rynku wtórnego jest w Poznaniu zdecydowania tańsza niż w Warszawie, Krakowie czy nawet Wrocławiu. Według analizy Rzeczoznawców Majątkowych Emmerson przeprowadzonej na zlecenie Money Expert średnia cena transakcyjna mkw. w stolicy wynosi 7964 zł, w Krakowie – 5892 zł, we Wrocławiu – 5769 zł, a Poznaniu „tylko” 5018 zł.

"Czas na grzanie. PROFILATYKA. Pora zadbać o kocioł, bo zima za progiem" Głos Wielkopolski 10.02.2010

Póki jeszcze nie ma mrozów, warto zadbać o ogrzewanie w czasie zbliżających się zimowych miesięcy. Kto mieszka w budynku wielorodzinnym, administrowanym przez np. spółdzielnię mieszkaniową, nie ma tego problemu, bo za niego o rozpoczęciu sezonu grzewczego i o stanie urządzeń decyduje administrator. Jednak mieszkańcy domów jednorodzinnych, albo osoby dopiero budujące, lub gruntownie remontujące taki dom, i chcące zdążyć przed zimą, muszą się pospieszyć.

Sprzyjać im będzie na pewno bardzo duży wybór rozmaitych kotłów na rynku, dostosowanych do różnych objętościowo pomieszczeń i o różnych mocach. Żeby znaleźć właściwe urządzenie, trzeba przeanalizować nie tylko jego parametry techniczne, ale również wydajność, rodzaj paliwa, jakim ma być opalane i przeznaczenie, podawane przez producenta – mówi Urszula Snela ze Snela Nieruchomości. - Nie ogrzeje się pomieszczeń w kilku budynkach jednym „domowym” piecem, podobnie jak nowoczesna kotłownia, która sprawdziłaby się na osiedlu domków, okaże się niepotrzebnym wydatkiem dla dwukondygnacyjnego budynku. Trzeba też brać pod uwagę sposób izolacji cieplnej danego domu, stan jego drzwi, czy okien. Wiele firm sprzedających urządzenia grzewcze nie pozostawia zatem swoich klientów na pastwę losu i oferując piec, wcześniej proponuje wizytę swoich pracowników, którzy zorientują się na miejscu, co do wymagań kupującego i możliwości technicznych w obiekcie, który ma być ogrzewany. Oni też mogą zazwyczaj przygotować analizę – bilans cieplny, który pozwoli na dobranie urządzenia optymalnego. Jak podaje bowiem portal Archipelag.pl na podstawie informacji Bosch Polska, zbyt mała moc spowoduje niedogrzanie pomieszczeń, a zbyt duża spowoduje niepotrzebne koszty, i to aż z dwóch powodów: wyższej ceny urządzenia o większej mocy i większej ilości zużytego paliwa, gdy pracuje z obniżoną mocą i sprawnością. Sam kocioł to też nie wszystko. Trzeba mieć zaprojektowaną zgodnie z jego parametrami instalację centralnego ogrzewania, z pompami, wszelkim osprzętem, grzejnikami itp. Wszystko musi „grać” w stu procentach. - Ważnym czynnikiem jest też dobór paliwa – mówi Urszula Snela. - Do wyboru mamy kotły na gaz ziemny lub płynny, na węgiel, olej opałowy, trociny, drewno, piece elektryczne itp. Najczęściej w domach jednorodzinnych piece opalane są węglem, należącym do najtańszych paliw, choć nieco kłopotliwym, ze względu na konieczność zagospodarowania odpadu. Ponadto te piece nie współpracują z programatorami temperatury w pomieszczeniach i nie można w nich nastawiać określonej temperatury w zadanych godzinach, czy dniach tygodnia. Oszczędność kosztów jest zatem w nich niekiedy problematyczna. - Węgiel nie jest jedynym paliwem i dlatego może być, w odpowiednich proporcjach, uzupełniany bardziej ekologicznymi surowcami – informuje Grzegorz Celiński z Dalkii Poznań S.A. - My stosujemy biopaliwa, dzięki czemu możemy chronić środowisko naturalne - przy utrzymaniu takiego bilansu cieplnego, jaki musielibyśmy zapewnić przy opalaniu tylko węglem. Do biopaliw należą m.in. trociny, czy gałązki wierzby energetycznej. O tym, że tego typu paliwa nie są obojętne użytkownikom świadczy zainteresowanie okazywane im w czasie naszych imprez informacyjnych, np. Ciepłej Soboty z Dalkią. Obok takich źródeł energii jak węgiel, czy biopaliwa, domowe kotły coraz częściej zasilane są gazem. Za tym paliwem przemawia też cena. Autoryzowani sprzedawcy markowych kotłów zapewniają przy tym gwarancje, dostęp do punktów serwisowych i co szczególnie ważne – konstrukcje z atestami, wydajniejsze, bezpieczniejsze i bardziej estetyczne w porównaniu z domowymi samoróbkami. Kotły te współpracują z automatyką, zapewniająca komfort użytkownikowi – czujnikami temperatury w pomieszczeniach i na zewnątrz, a także z programatorami decydującymi o ustawieniu określonej temperatury w zależności od temperatury w pobliżu czujnika, i od zaprogramowanego czasu jej zmiany. Automatyka obejmuje też funkcje związane z bezpieczeństwem: zapobieganiem cofania się gazu, odpływem spalin, czy zabezpieczeniami przed przegrzaniem. (GOK)

"Ekologia - modna, ale i konieczna. Oszczędzamy na ogrzewaniu" Głos Wielkopolski 04.01.2010

Do niedawna z ekologią kojarzono przede wszystkim segregowanie odpadów, recykling – dziś coraz częściej mówi się o ekologii w budownictwie, i to nie na zasadzie eksperymentu, ale jako sposób budowania, usankcjonowany przepisami i normami.

Rzeczą całkowicie normalną stają się ustawiane na dachach baterie, skupiające energię słoneczną i przetwarzające ją tak, by była użyteczna dla mieszkańców, do np. ogrzewania wody. Rozróżniamy już systemy aktywne (z bateriami) i pasywne (rozwiązania architektoniczne wykorzystujące m.in. położenie budynku, okapy, gzymsy, strefy buforowe, takie jak np. ogrody zimowe), wykorzystujące tę energię. Ekologia nie służy już wyłącznie środowisku, ale przede wszystkim ludziom, a obserwuje się stałą tendencję do zmniejszania zapotrzebowania na energię do celów grzewczych, co zresztą cechuje nowoczesne budownictwo energooszczędne. Jak pisze dr inż. Andrzej Zarębski, z Polskiego Stowarzyszenia Certyfikatorów Energetycznych PSCE (www.psce.org.pl), zwracamy uwagę coraz częściej na wskaźniki energochłonności eksploatacyjnej budynków (które określają zużycie energii na ogrzewanie pomieszczeń w odniesieniu do jednego metra kwadratowego powierzchni użytkowej, lub w odniesieniu do jednostki objętości, w ciągu całego roku kalendarzowego). Inwestorzy nastawiają się już na energooszczędne projektowanie i budowę nowych obiektów oraz na termomodernizację tych, które są już postawione, tak by ograniczać ilość ciepła potrzebną do ogrzewania pomieszczeń, przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedniej w nich temperatury. W tym celu trzeba tak dobrać materiały budowlane, izolację, okna i drzwi, by zagwarantować odpowiednią charakterystykę termiczną elementów budynku. Ponadto trzeba wykorzystać odpowiedni dla konstrukcji system instalacji grzewczych i klimatyzacyjnych, jak również automatykę w układach kontroli i sterowania instalacjami oraz warunkami mikroklimatu pomieszczeń użytkowych. Trzeba przy tym móc na bieżąco oceniać skutki takiego działania, czyli korzystać z wyników układu opomiarowania zużycia energii i jej nośników. Ekologia w budownictwie, to nie tylko dobór materiałów w zgodzie z normami, ale też troska o to, by dom był tak zbudowany by emitował jak najmniej zanieczyszczeń – dodaje Michał Snela, architekt. - Domy zużywają dużo energii, a przez to produkują duże ilości gazu, który idzie do atmosfery, i w efekcie przyczyni się do powstawania efektu cieplarnianego. Dlatego trzeba tak je projektować i użytkować, by redukować straty ciepła w zimie, a w lecie – zachować we wnętrzach niższą temperaturę dla komfortu, ale jak najmniejszym kosztem, najlepiej naturalnych rozwiązań, a nie skomplikowanych systemów klimatyzacyjnych. Nie można oszczędzać przy tym na materiałach budowlanych: warto stosować nowoczesne materiały: docieplenia i systemy chemii budowlanej czołowych producentów, będące na najwyższym poziomie i spełniające wymogi ekologiczne. To w efekcie daje spalanie mniejszej ilości paliw, mniejszą emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Prężnie rozwija się budownictwo pasywne, w którym budynek nie zużywa wiele energii z zewnątrz, a jednocześnie sam produkuje energię. W końcu 2007 roku media informowały o domu pasywnym w Smolcu pod Wrocławiem, który „wykorzystuje ciepło domowników i pracujących w nim urządzeń. Ma 130 m powierzchni, a ogrzanie go przez cały rok kosztuje tylko 400zł, czyli 10 razy mniej niż normalnie”. Dzieje się tak, bo szczególny nacisk położono na dobrą izolację: cały dom, pokryty jest warstwą styropianu grubości 30 cm, a do tego uszczelniono starannie trzyszybowe okna i styki różnych elementów. Rzecz jasna zamontowano w nim też odpowiedni system wentylacji. Według ówczesnych doniesień telewizji - „dom pasywny kosztuje o 1/3 więcej niż normalny. Biorąc pod uwagę proekologiczne ulgi, zwróci się to w niecałe 10 lat”. Ale by zachęcić do rozwijania takich koncepcji potrzebne są odpowiednie przepisy – mówi Michał Snela. - Dom powinien zarabiać na siebie, wtedy jego właściciel doceni konieczność spełniania ekologicznych wymogów. W Niemczech np. państwo płaci za wytworzenie energii cieplnej, u nas tego nie ma. I nie ma jeszcze tej świadomości, że inwestując w nowinki technologiczne z zakresu ekologii można płacić mniejsze rachunki. Oczywiście wszystko musi być sprawdzone i udokumentowane, ale przecież krokiem do takiego rozwiązania stanie się wymóg posiadania certyfikatów energetycznych. Na razie jednak ludzie patrzą na nie nieufnie, jako coś nowego i raczej przymusowego. Choć certyfikaty mają być obowiązkowymi dokumentami, to na razie zainteresowanie nimi ze strony zwykłych obywateli jest niewielkie. Z własnego doświadczenia związanego z obrotem nieruchomości powiem, że mało kto się nimi interesuje. Warto jednak zwrócić uwagę także na to, że nie wszystko co propaguje ekologię, jest rozwiązaniem całkowicie nowym. Rewolucji w budownictwie pod tym względem nie ma co zapowiadać, gdyż... jego podstawy już od wielu lat oparte były na wykorzystywaniu warunków środowiska. Jak zauważa dr inż. Dorota Chwieduk, konieczne jest spojrzenie „na takie elementy jak usytuowanie i kształt budynku, co ma służyć stworzeniu odpowiednich warunków nasłonecznienia i oświetlenia światłem dziennym. Ważna jest także koncepcja wnętrza budynku, usytuowanie pomieszczeń (w zależności od ich funkcji i czasu użytkowania) oraz stworzenie lub dopasowanie struktury budynku do biernego wykorzystania energii promieniowania słonecznego poprzez zastosowanie przestrzeni buforowych, ścian kolektorowych i ścian magazynujących pozyskaną energię promieniowania słonecznego. Poszczególne elementy struktury należy dobrać tak, aby mogły równocześnie pełnić funkcję osłony przed nadmiernym nasłonecznieniem. Środowiska zewnętrzne trzeba wykorzystać do ułatwienia lub ograniczenia dostępu energii promieniowania słonecznego do naturalnej klimatyzacji i wentylacji, w tym automatyki i kontroli otwierania okien (okna wentylacyjne), wstępnego chłodzenia albo grzania powietrza wentylacyjnego w elementach struktury budynku i pod gruntem. Wskazane jest, aby rozwiązania strukturalne, materiałowe i instalacyjne budynku były przystosowane do wykorzystania energii odnawialnych, uwzględniających zastosowanie aktywnych systemów słonecznych, pomp ciepła, magazynów gruntowych i innych oraz do wykorzystania energii odpadowej z uwzględnieniem odzysku ciepła z układów wentylacyjnych, ścieków itp.” Dzięki odpowiedniej konstrukcji, materiałom wykorzystanym przy budowie i położeniu budynku można zatem zmniejszyć zapotrzebowanie na energię do ogrzewania zimą i ułatwić wentylację w lecie. A w niektórych przypadkach można nawet uzyskać efekt samowystarczalności energetycznej. (GOK)

"Łączymy z gustem. PROJEKTOWANIE. Styl salonu także w kawalerce" Głos Wielkopolski 30.12.2009

O ile jeszcze kilkanaście lat temu królowały proste meble, z przeszklonymi gablotkami i niskimi, płaskimi fotelami z drewnianymi poręczami, to dziś nie ma wyraźnej jednej mody. Aczkolwiek, choć dążymy do komfortu, na pierwszym miejscu stawiamy na użyteczność.

Zasadniczo można wyróżnić dwa style przy projektowaniu i wyposażaniu wnętrz domów mieszkalnych – nowoczesny, preferowany przez ludzi młodych i bardziej komfortowy, opierający się na meblach dostojnie wyglądających. Ten drugi cenią starsze pokolenia i ludzie o wyższym statusie majątkowym. Wszystko zależy od gustu i od posiadanych pieniędzy, które można przeznaczyć na wyposażenie wnętrza. Młodzież lubi meble w stylu modernizmu, czyli proste, jasne, w dużym stopniu o oryginalnym, niepowtarzalnym wzornictwie – mówi Michał Snela, projektant ze Snela Nieruchomości. - Takie meble są na pewno ciekawe, świadczą o otwartości właściciela na nowości i na ich praktyczną stronę. Nie są też drogie i na ogół pasują do wielu pomieszczeń, zwłaszcza niewielkich powierzchniowo. Meble te jednak nie nadają się na ogół do łączenia z klasycznymi stylami, zatem jeśli miałyby zapełnić mieszkanie, to najlepiej niewielkie, np. kawalerkę. Z kolei bardziej dostojny układ nadaje się albo do starych wnętrz kamienic, albo do willi i domów jednorodzinnych, o ile w nich drugich zachowa się konsekwencję i uniknie przypadkowego łączenia styli. - Przy projektowaniu nowoczesnych wnętrz, warto zastosować ciekawe i praktyczne kombinacje stałych elementów wyposażenia pokoju – uważa Michał Snela. - To co kiedyś zalecano jakoś zakrywać, np. maskować kaloryfer kanapą, dziś może stać się atutem. Dlatego chętnie wykorzystuje się elementy ceglane jako ozdobę, a w kawalerkach, gdzie trzeba pogodzić powierzchnię mieszkalną z kuchnią, czy np. warsztatem pracy w stylu studio – tak zabudowuje się kran i umywalkę, by nie przeszkadzały, nie raziły kontrastem, a jednocześnie – na tyle ile musza być odsłonięte - były ciekawym urozmaiceniem. W przypadku pokoju z kuchnią trzeba umiejętnie rozgraniczyć przestrzeń mieszkalną od użytkowej. Dlatego część kuchenną, albo np. studyjną, warto przesłonić, żeby kuchnia nie była całkowicie na widoku. Chociaż jeśli ktoś lubi mieć wszystko na oku, panować nad integralną całością, to jego sprawa – uważa Michał Snela. - Wszystko można, byle z głową. Nieprzyjemnym zgrzytem jest bowiem np. pozostawienie linii płytek w części kuchennej w taki sposób, by wchodziła od razu o części pokojowej. Można zdecydować się na drewno, które już instaluje się w kuchniach, ale jeśli nie ma takiej możliwości, i mamy płytki, to warto postawić ciekawą przesłonę, w postaci ładnego parawanu, czy użytecznej półki, tak żeby widok zlewu z naczyniami i kuchennych płytek nie kolidował z pokojem, np. wchodząc za telewizor. Wiele elementów umożliwiających łączenie dwóch domowych żywiołów, zarówno dotyczących techniki sanitarnej, grzewczej, czy produktów takich jak różnego rodzaju cegły, czy ozdobne płytki do wnętrz, można kupić w salonach, gdzie jednocześnie można zobaczyć przykłady ich skomponowania. (GOK)

"Kominek – można go zbudować samemu" Głos Wielkopolski 29.10.2009

Bezpieczne wnętrze mieszkania, spokój i niepowtarzalna ciepła atmosfera, szczególnie kojarzona w zimowe wieczory – tak najczęściej kojarzy się domowy kominek. I można powiedzieć, że przeżywa renesans, nie tylko dlatego, że jest często spotykany w salonach domów jednorodzinnych, ale też dlatego, że wykorzystując nowoczesne wkłady i systemy rozprowadzania ciepłego powietrza, staje się sercem domowego systemu grzewczego.

Na rynku działa sporo firm zajmujących się projektowaniem i montażem kominków. Zlecający im pracę klient tylko musi określić, jaki typ go interesuje, i w którym miejscu jego mieszkania ma stanąć. Ale z drugiej strony, średnio uzdolnieni majsterkowicze mogą samemu z powodzeniem zbudować efektowny kominek. - Przede wszystkim trzeba dobrze wybrać miejsce do postawienia konstrukcji – mówi Michał Snela, projektant wnętrz.- Klasyczny kominek, w którym będzie palił się ogień, musi mieć połączenie z kominem, a także, z drugiej strony, zapewniony dopływ powietrza do paleniska. Stąd trzeba kominek stawiać przy kominie, lub ścianie kominowej, i najlepiej doprowadzić rurą np. pod podłogą powietrze pod jego palenisko. W marketach budowlanych można znaleźć praktycznie wszystkie materiały potrzebne do budowy: wkład, rury, kratki wentylacyjne, okapy, materiały izolacyjne, elementy zdobnicze – zarówno drewniane, kamienne, jak i imitacje kamieni. Dostępne są kleje i różnokolorowe fugi. Co najważniejsze dla początkującego majsterkowicza „kominkowego”, dostępna jest od razu literatura fachowa i szereg wzorcowych stanowisk z wykonanymi już przykładowymi konstrukcjami, z poszczególnymi elementami, czy nawet gotowe konstrukcje zabudowane szkłem, i tworzące tym samym modele instruktażowe. Ostatnią deską ratunku są też porady personelu. W klasycznym kominku palimy najczęściej drewnem – ale najlepiej specjalnie do tego przygotowanym. Niektóre wkłady kominkowe są przystosowane do spalania brykietów z węgla brunatnego lub gazu. Nie wolno natomiast palić węglem kamiennym i koksem, z uwagi na zbyt wysoką temperaturę, mogącą zniszczyć kominek i przynieść ryzyko zatrucia tlenkiem węgla. (GOK)

"Poznaniacy. Buduje miniatury zabytków" Głos Wielkopolski 11.09.2009

Michał Snela interesuje się zabytkowymi budowlami Poznania. Ma w swojej kolekcji plany poznańskich fortów, sporo zdjęć przedstawiających ich detale, interesuje się też kompleksem budynków przy ulicy Ułańskiej. W czasie studiów (magister architektury) nauczył się wykonywać przestrzenne modele budynków i teraz z pasją projektuje je i buduje. Właśnie stare koszary ulicy Ułańskiej, na miejscu których powstaje teraz stylizowane na stary styl osiedle mieszkaniowe, wpływają na jego wyobraźnię i im poświęcił swoją najnowszą makietę. Na modelu widzimy ceglane ściany ze starymi wysokimi oknami, klatki schodowe, zdobnicze elementy ścian. Wszystko projektowane jest za pomocą profesjonalnych programów komputerowych, później rozrysowywane są poszczególne części i z nich składane są tekturowe bryły, które finalnie tworzą miniatury budynków. - Chciałbym zbudować makiety systemu fortów Poznania, w miarę możliwości kompletne i w jednej skali – dodaje. - Jednocześnie na podstawie tych modeli chciałbym zaznaczyć, gdzie one się znajdowały, bądź znajdują, w odniesieniu do dzisiejszego planu miasta. Michał Snela łączy tym samym pracę zawodową – jest licencjonowanym pośrednikiem w obrocie nieruchomościami – z zainteresowaniami, skupionymi wokół działalności Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej w Poznaniu. Niejednokrotnie zatem spotykając się ze starymi budynkami stara się tropić ich historię, i dowiadywać się o nich jak najwięcej. Jak przyznaje, praca z ludźmi opowiadającymi o swoich domach i inwentaryzowanie niejednokrotnie bardzo wciągających domów, pasjonuje go i daje natchnienie do przygotowywania dokumentacji projektów architektonicznych i makiet. Swoje doświadczenia z XVIII i XIX-wieczną architekturą udało mu się nawet wcielić w życie przez zaprojektowanie stylizowanego na „pruski mur” pensjonatu w Wolimierzu, w Górach Izerskich, gdzie często wyjeżdża, by odetchnąć górskim powietrzem. GOK

"Lepiej wcześniej pomyśleć, a nie improwizować. Lokal z głową " Głos Wielkopolski 22.06.2009

Chociaż wiadomo, że najwięcej pubów, czy restauracji funkcjonuje w modnych centrach miast, na starówkach, gdzie turyści trafiają równie często, jak spragniona towarzyskich spotkań młodzież, to także i te na osiedlach, niewielkich miejscowościach, czy nawet w dzielnicach uznanych za sypialnie, a nie za centra rozrywkowe, mogą nieźle funkcjonować. Warunkiem jest odpowiednie połączenie funkcjonalności z wystrojem wnętrza, klimatem i bezpieczeństwem. Jeśli wchodzi się do lokalu nijakiego, nieciekawego, czy zaniedbanego, to później raczej się tam już nie wraca – mówi Michał Snela, dyrektor Studia Projektowego „Snela Design & Quality.” Natomiast, jeśli ktoś spędzi miło czas w niebanalnie urządzonym pubie, restauracji, czy dyskotece, to będzie chciał nieraz tam przyjść i poleci to miejsce znajomym. Warto zatem poświęcić nieco wysiłku i otworzyć dla klientów taki lokal, który będzie się pozytywnie wyróżniał. A jak już zdobędzie wiernych zwolenników, trzeba sprawić, by żył własnym życiem, by odbywały się tu ciekawe imprezy, spotkania, by delikatnie, ale dość regularnie co jakiś czas coś zmieniać: to przyciągnie uwagę gościa i sprawi wrażenie, że lokal, z którym on się utożsamia, rozwija się. Wiele zależy od koncepcji właściciela lokalu, lokalizacji i nazwy. Inna atmosfera będzie panowała w pubie ulokowanym w piwnicy starej kamienicy, czy w historycznym forcie, a inna w jasnej restauracji z dużymi oknami. Trzeba zatem dopasować wystrój do koncepcji architektonicznej, pamiętając przy tym o odpowiednim skomponowaniu elementów wyposażenia, czy systemów bezpieczeństwa, by nie psuły wrażenia. Dziś już odchodzi się od eksperymentowania, polegającego na ustawieniu obojętnie jakich stołów, krzeseł, zawieszeniu plakatów i obrazów, na pierwszym z brzegu wolnym miejscu – podkreśla Michał Snela. - Coraz częściej właściciele lokali korzystają z komputerowych wizualizacji, w których można zaprojektować i ocenić, jak będą pasowały kolory, jak będzie padało światło, ile miejsca zajmą przejścia, czy jakie meble okażą się najlepsze. Kilka projektów i można wybierać najlepszy, bez ryzykowania zakupu wyposażenia w ciemno. W projekcie można uwzględnić nawet obliczenia związane z natężeniem dźwięków w pomieszczeniu, czy z możliwością zmian, czy rozbudowy instalacji i systemów, zostawiając zawczasu miejsce, czy tak projektując przewody i rury, by można było później bez problemu je uzupełniać o kolejne elementy – dodaje Michał Snela. - Wreszcie profesjonalny projekt uwzględnia też takie ciekawostki, o jakich przeciętny zjadacz chleba nawet nie wie, czyli np. związek kolorów z wywoływaniem apetytu. Dlatego m.in. dobrze konsumuje się we wnętrzach w odcieniach czerwieni, a stare mury ceglane pełnią rolę nie tylko dekoracyjną. Przy projektowaniu lokalu przeznaczonego dla restauracji, pubu, czy dyskoteki trzeba brać pod uwagę rozmieszczenie i wyposażenie pomieszczeń pomocniczych, ale jednocześnie niezbędnych – kuchni, magazynów, pomieszczeń sanitarnych, czy drogi transportowania zaopatrzenia. Równie ważne są względy bezpieczeństwa, bez których żadna inspekcja sanitarna nie odbierze pomieszczenia. Taki detal jak np. stabilne stołki, czy krzesełka przy barze, jest z punktu widzenia bezpieczeństwa równie ważny jak wentylacja, apteczka, czy alarm – dodaje Michał Snela. - A jeśli obiekt zatrudnia własną ochronę, prowadzi własny parking dla gości, to trzeba też uwzględnić w projekcie odpowiednio zlokalizowane i wyposażone pomieszczenia dla ich pracowników. Dlatego starannie przygotowany projekt z pewnością pozytywnie wpłynie na funkcjonowanie lokalu i zadowolenie odwiedzających go gości. (GOK)

"Urządzamy mieszkanie" Głos Wielkopolski 10.06.2009

Ciepła wiosna, nadciągające lato – aż się chce wprowadzić odmianę w sposobie mieszkania, odnowić je, wnieść świeży powiew. Tym bardziej, że w sklepach i salonach budowlanych mamy taki wybór artykułów dekoracyjnych i wykończeniowych, że zaskoczone mogą być nawet zaprawione w bojach ekipy remontowe.

Jeśli sami chcemy zająć się pracami wykończeniowymi, albo wiosennym odnowieniem mieszkania, musimy najpierw wybrać koncepcję. Wybór opiera się na tym, co chcielibyśmy mieć, jakie mamy warunki techniczne w mieszkaniu, bądź w wybranym pomieszczeniu, ile mamy czasu i na ile nas stać – mówi Michał Snela, architekt i projektant wnętrz. - Jeśli ktoś lubi stare wnętrza, a do tego antyczne meble, obrazy i rzeźby, to z pewnością zbiera je od jakiegoś czasu, ma swoje ulubione style, zatem koncepcję wnętrza oprze właśnie na nich. Przy przyjęciu modelu wnętrza stylizowanego na stare, nie ma zbyt wielkiej swobody, gdyż trzeba zachowywać ustalone proporcje i koncepcje. Nie wolno pozwolić sobie na zgrzyty estetyczne, przy łączeniu stylu. Podobnie jest, jeśli ktoś wybiera młodsze modele wnętrz, np. wzorowane na latach 70.-80., czyli proste meble, dużo drewna, materiałowe obicia, elementy metalowe w meblach i szklane witryny – również ma możliwości dość precyzyjnie określone. Natomiast zwolennicy współczesnego stylu, i łączenia z nim sztuki współczesnej, znajdą większe pole do popisu. Mogą eksperymentować z dużymi płaszczyznami ścian, jednobarwnych, bądź dwu, a nawet trzybarwnych, nowoczesnymi tapetami, szkłem, metalem i ceramiką. Pojedynczy kwiat doniczkowy, czy futurystyczna rzeźba, ustawione na pustej dużej przestrzeni, w takim stylu nikogo razić nie będą, podczas gdy w poprzednio opisanych, wydadzą się dziwnym marnotrawstwem miejsca. Droga od koncepcji do projektu nie jest długa. Albo gromadzimy materiały i meble pod określoną koncepcję, albo tę koncepcję opieramy na rzeczach już zgromadzonych. Jeśli mamy dobry gust, możemy sami zaprojektować wnętrze, co będzie miało taki plus, że później powinniśmy się w nim dobrze czuć i znać mieszkanie jak własną kieszeń.

Sięgamy po katalogi

Zawsze można skorzystać z gotowych wzorów, dostępnych w katalogach w salonach meblarskich i z artykułami wyposażenia wnętrz, kupić gotowe projekty, zebrane w formie książkowej w supermarketach budowlanych, albo po prostu poszukać w Internecie, lub u znajomych – dodaje Michał Snela. - Osobiście doradzam korzystanie z usług projektantów wnętrz, co ma taką zaletę, że zostaną w projekcie uwzględnione rzeczy, na które przeciętny zjadacz chleba nie od razu zwróci uwagę: oświetlenie, dostęp do ciągów komunikacyjnych, gniazdek elektrycznych, wentylacji, czy nawet dobór barw, optymalny dla pomieszczeń dla dzieci, do pokoju – gabinetu, czy do salonu.

Trendy

Odchodzimy od monumentalnych, dostojnych mieszkań – w modzie jest lekkość, światło, i świeżość. Modna jest zatem, kojarząca się z wiosną, soczysta zieleń, którą możemy pomalować ściany, jak też i meble. Jeśli nie planujemy natomiast większych wydatków, to warto w poszczególnych pomieszczeniach zastosować choć kilka akcentów w odcieniach zieleni, np. ozdobne poduszki, wazony czy lampy. Natomiast efekt lekkości i nasłonecznienia spotęgują elementy szklane, np. luksfery, którymi możemy oddzielić salon od holu czy szklane schody na poddasze. Modnym dodatkiem w łazience jest szklana umywalka na przezroczystym blacie. Aby mieszkanie nasze nie stało się jednak zbyt zimne, zastosujmy w nim elementy drewniane – np. drewniane meble, drzwi czy podłogi, jak też wykonane z tego materiału obudowy oświetlenia, kominka, a nawet wanny. (GOK)

"Co dwie głowy to nie jedna." Głos Wielkopolski 23.03.2009

Jak wybrać złoty środek przy sporządzaniu projektu wnętrza mieszkania, i dobrać idealnie umeblowanie i kolory? Można zrobić to samemu, studiując katalogi specjalistycznych firm i oglądając wystawy w dobrych salonach mebli, czy tapet, a można – i niekiedy nawet warto - skonsultować się z architektem. Specjalista pomoże dobrać elementy wyposażenia tak, by powstała harmonijna całość. Co jest szczególnie ważne, może zaprojektować wnętrze z fotorealistyczną dokładnością, by zainteresowana osoba zobaczyła je i oceniła, zanim naprawdę wyda pieniądze na tapetę, czy krzesła. Wtedy bowiem można z jednej strony przyjąć pewną koncepcję i jej się trzymać przy późniejszym doborze barw, czy mebli, a z drugiej, zawczasu wyeliminować nieprawidłowości w naszej wizji, by później nie raziły nas i gości. Mamy pokój pokazany na ekranie komputera i wydrukach: w kolorze, z wszystkich stron, przy świetle dziennym i sztucznym. Podoba nam się, ale co będzie jak np. wybierzemy stół o innym kształcie? Proszę bardzo, program na to pozwala, a my oceniamy czy wcześniejsza wersja, czy obecna, bardziej nam odpowiada. I nie musimy do tego kupować stołu w sklepie, ustawiać, później ściągać drugiego i oceniać – mówi Michał Snela, architekt, projektant. Amatorzy samodzielnego projektowania wnętrz bazują zazwyczaj na swoim doświadczeniu i dobrym guście. O ile zatem o zachowaniu zasad ergonomii, takiego rozplanowania sprzętów, by wszystko było pod ręką, ale by o nic nie trzeba było się potykać, nie trzeba im przypominać, to warto zachęcić do odwiedzenia wzorcowych wystaw w salonach meblarskich i specjalistycznych targów. Tam niejednokrotnie można nie tylko podpatrywać gotowe rozwiązania, ale również skorzystać z dostępnych w formie broszur ciekawych projektów. (GOK)

"Gdy sami projektujemy wnętrze mieszkania . Mieszkam tak jak chcę." Głos Wielkopolski 19.03.2009

Czy wnętrza ulegają modzie? Czy może raczej raz zaprojektowane mieszkanie pozostaje takim jak długo podoba się właścicielowi i jak długo jego elementy nie ulegną zużyciu? Prawda leży w środku – a moda na wnętrza zmienia się częściej, niż można sobie to wyobrazić.

Znamy różne style w architekturze wnętrz, panujące zazwyczaj przez długie lata. Nie można mówić, że w tym roku modne jest określone rozwiązanie, a w następnym już nigdzie tego się nie zobaczy, bo już w modzie jest coś innego. Tym niemniej moda się zmienia. To widać choćby na przestrzeni ostatnich dwudziestu-trzydziestu lat – mówi Michał Snela, projektant wnętrz. - W latach siedemdziesiątych, czy osiemdziesiątych meble były dość proste, w sam raz do blokowisk, z niedużymi pokojami w mieszkaniach. Jasne drewno, jasne materiały tapicerki, metal, obowiązkowe szkło w gablotach. Ale wtedy też kupowano meble młodzieżowe – również proste w kształcie, ale mniej ozdobne, za to bardziej praktyczne, z większą ilością półek i w coraz większym stopniu stanowiące komplet: szafki – stół – krzesła – łóżko, także piętrowe. Później w miarę wzrostu zamożności społeczeństwa odnowiło się zainteresowanie antykami i meblami bardzo dobrze stylizowanymi na antyczne, a przywożonymi z Zachodu. Ostatnie czasy kładą nacisk na wygodę, praktyczność z dyskretnymi elementami nowoczesności, takimi jak wazony, różnego rodzaju pojemniki, świece itp.

Trzymamy się zasad

Jeśli chodzi o barwy, te zmieniają się dość często, nawet co rok- dwa lata. O ile niedawno królowały biele i różne odcienie barwy kremowej, to teraz nie boimy się sięgać po purpurę, fiolet. Widać to po wzornikach tapet renomowanych firm. Na tych tapetach, oprócz śmiałych barw prążki i pasy ciemniejsze lub jaśniejsze, są równie często spotykane jak duże motywy roślinne. Co ciekawe, wzory kwiatowe są nieraz tak zaprojektowane, by na dość ciemnym tle, przy słabym świetle (np. w korytarzu przy zapalonych światłach w pokojach) kontrastowały, sprawiając wrażenie lekko podświetlonych. Z kolei we wnętrzach o ścianach malowanych, coraz częściej odchodzi się od zasady malowania wszystkich ścian pomieszczenia jednym kolorem: można przeciwległe pomalować barwami zbliżonymi, lecz o różnych odcieniach, jednocześnie przy zachowaniu zgody z oświetleniem dziennym. Ściany oświetlone powinny być ciemniejsze, a te, które pozostają w cieniu – jaśniejsze. Wśród mebli panuje nadal moda na minimalizm – dodaje Michał Snela. - Zauważalna jest zabawa formą, kształtem, który powinien być jak najprostszy, i jak najbardziej funkcjonalny. Oczywiście nie mówimy tu o wszystkich meblach, uniwersalnych do każdego pomieszczenia. We wnętrzach zabytkowych, o odpowiednim klimacie, powinny być takie meble, które będą stylem i wiekiem do nich pasowały. Tu wyjątkowo moda ma niewiele do powiedzenia. Ale wracając do umeblowania w przeciętnym mieszkaniu – jego styl zależny jest też od stolarki okiennej i drzwiowej. Mamy bardzo duży wybór drzwi i okien, drewnianych, aluminiowych, plastikowych – co kto woli. Ale decydując się na jeden styl, kolor, trzeba być konsekwentnym i do niego dobierać meble i kolor ścian oraz podłogi.

Co dwie głowy to nie jedna

Jak zatem wybrać ten złoty środek, dobrać idealnie umeblowanie i kolory? Można zrobić to samemu, studiując katalogi specjalistycznych firm i oglądając wystawy w dobrych salonach mebli, czy tapet, a można – i niekiedy nawet warto - skonsultować się z architektem. Specjalista pomoże dobrać elementy wyposażenia tak, by powstała harmonijna całość – zapewnia Michał Snela. - Co jest szczególnie ważne, może zaprojektować wnętrze z fotorealistyczną dokładnością, by zainteresowana osoba zobaczyła je i oceniła, zanim naprawdę wyda pieniądze na tapetę, czy krzesła. Wtedy bowiem można z jednej strony przyjąć pewną koncepcję i jej się trzymać przy późniejszym doborze barw, czy mebli, a z drugiej, zawczasu wyeliminować nieprawidłowości w naszej wizji, by później nie raziły nas i gości. Mamy pokój pokazany na ekranie komputera i wydrukach: w kolorze, z wszystkich stron, przy świetle dziennym i sztucznym. Podoba nam się, ale co będzie jak np. wybierzemy stół o innym kształcie? Proszę bardzo, program na to pozwala, a my oceniamy czy wcześniejsza wersja, czy obecna, bardziej nam odpowiada. I nie musimy do tego kupować stołu w sklepie, ustawiać, później ściągać drugiego i oceniać. Amatorzy samodzielnego projektowania wnętrz bazują zazwyczaj na swoim doświadczeniu i dobrym guście. O ile zatem o zachowaniu zasad ergonomii, takiego rozplanowania sprzętów, by wszystko było pod ręką, ale by o nic nie trzeba było się potykać, nie trzeba im przypominać, to warto zachęcić do odwiedzenia wzorcowych wystaw w salonach meblarskich i specjalistycznych targów. Tam niejednokrotnie można nie tylko podpatrywać gotowe rozwiązania, ale również skorzystać z dostępnych w formie broszur ciekawych projektów.

Zakupy w sieci

Gdy już mamy obmyśloną koncepcję, lub dokładnie przygotowany projekt, to nadchodzi pora na zakupy. Tu możemy posłużyć się specjalistyczną firmą zajmującą się wyposażeniem wnętrz, albo na własną rękę odwiedzać sklepy z artykułami wyposażenia wnętrz, i markety budowlane. - Kupowanie na własną rękę, bywa żmudne i w zasadzie polecane osobom, które mają czas – zastrzega Michał Snela. - Ale z drugiej strony w ten sposób można niekiedy zaoszczędzić, znajdując wymarzony przedmiot, objęty trwającą akurat teraz promocją, albo wybierając elementy, które znajdziemy na aukcjach internetowych. Ten sposób kupowania ma bowiem swoich zwolenników i niekiedy nie ruszając się z domu można, skompletować niebanalne elementy wyposażenia, tańsze niż w reklamowanych marketach budowlanych. (GOK)

"Projektujemy wnętrze mieszkania" Głos Wielkopolski 16.02.2009

Moda na wnętrza zmienia się częściej, niż można sobie to wyobrazić. Można to rozpoznać po przemijających stylach i po tym, że jeszcze niedawno dominowały ściany w odcieniach koloru kremowego, a dziś coraz częściej sięgamy po fiolet, ciemną czerwień czy purpurę.

To widać choćby na przestrzeni ostatnich dwudziestu-trzydziestu lat – mówi Michał Snela, projektant wnętrz. - W latach siedemdziesiątych, czy osiemdziesiątych meble były dość proste, w sam raz do blokowisk, z niedużymi pokojami w mieszkaniach. Jasne drewno, jasne materiały tapicerki, metal, obowiązkowe szkło w gablotach. Ale wtedy też kupowano meble młodzieżowe – również proste w kształcie, ale mniej ozdobne, za to bardziej praktyczne, z większą ilością półek i w coraz większym stopniu stanowiące komplet: szafki – stół – krzesła – łóżko, także piętrowe. Później w miarę wzrostu zamożności społeczeństwa odnowiło się zainteresowanie antykami i meblami bardzo dobrze stylizowanymi na antyczne, a przywożonymi z Zachodu. Ostatnie czasy kładą nacisk na wygodę, praktyczność z dyskretnymi elementami nowoczesności, takimi jak wazony, różnego rodzaju pojemniki, świece itp. Jeśli chodzi o barwy, te zmieniają się dość często, nawet co rok- dwa lata. O ile niedawno królowały biele i różne odcienie barwy kremowej, to teraz nie boimy się sięgać po purpurę. Widać to po wzornikach tapet renomowanych firm. Na tych tapetach, oprócz śmiałych barw prążki i pasy ciemniejsze lub jaśniejsze, są równie często spotykane jak duże motywy roślinne. Co ciekawe, wzory kwiatowe są nieraz tak zaprojektowane, by na dość ciemnym tle, przy słabym świetle (np. w korytarzu przy zapalonych światłach w pokojach) kontrastowały, sprawiając wrażenie lekko podświetlonych. Z kolei we wnętrzach o ścianach malowanych, coraz częściej odchodzi się od zasady malowania wszystkich ścian pomieszczenia jednym kolorem: można przeciwległe pomalować barwami zbliżonymi, lecz o różnych odcieniach, jednocześnie przy zachowaniu zgody z oświetleniem dziennym. Ściany oświetlone powinny być ciemniejsze, a te, które pozostają w cieniu – jaśniejsze.

Muszą współgrać

Wśród mebli panuje nadal moda na minimalizm – dodaje Michał Snela. - Zauważalna jest zabawa formą, kształtem, który powinien być jak najprostszy, i jak najbardziej funkcjonalny. Oczywiście nie mówimy tu o wszystkich meblach, uniwersalnych do każdego pomieszczenia. We wnętrzach zabytkowych, o odpowiednim klimacie, powinny być takie meble, które będą stylem i wiekiem do nich pasowały. Tu wyjątkowo moda ma niewiele do powiedzenia. Ale wracając do umeblowania w przeciętnym mieszkaniu – jego styl zależny jest też od stolarki okiennej i drzwiowej. Mamy bardzo duży wybór drzwi i okien, drewnianych, aluminiowych, plastikowych – co kto woli. Ale decydując się na jeden styl, kolor, trzeba być konsekwentnym i do niego dobierać meble i kolor ścian oraz podłogi.

Zakupy w sieci

Gdy już mamy obmyśloną koncepcję, lub dokładnie przygotowany projekt, to nadchodzi pora na zakupy. Tu możemy posłużyć się specjalistyczną firmą zajmującą się wyposażeniem wnętrz, albo na własną rękę odwiedzać sklepy z artykułami wyposażenia wnętrz, i markety budowlane. Kupowanie na własną rękę, bywa żmudne i w zasadzie polecane osobom, które mają czas. Ale z drugiej strony w ten sposób można niekiedy zaoszczędzić, znajdując wymarzony przedmiot, objęty trwającą akurat teraz promocją, albo wybierając elementy, które znajdziemy na aukcjach internetowych. Ten sposób kupowania ma bowiem swoich zwolenników i niekiedy nie ruszając się z domu można, skompletować niebanalne elementy wyposażenia, tańsze niż w reklamowanych marketach budowlanych. (GOK)

"Sprawdź zanim kupisz" Głos Wielkopolski 25.09.2008

Kupno mieszkania jest dla większości nabywców wydarzeniem wyjątkowym, także ze względu na konieczność wydania wielkich pieniędzy. Każdy zatem chce kupić dobrze – wierzy, że wybrał lokal, czy budynek bez wad, że inwestycja warta jest swojej ceny.

Zakup mieszkania wiąże się z dalszym życiem kupującego, dlatego ten nieraz chce widzieć postęp prac. Nie wystarczy mu spoglądanie zza ogrodzenia na rosnący na budowie blok, tym bardziej, że może nie mieć zaufania do budujących: „bo to jak się buduje ileś tam mieszkań i nie dla siebie, to nie trzeba przykładać się do pracy”. Stąd blisko do drugiego wniosku: jak się będzie doglądać budowy, to nie będzie żadnych błędów. Takie myślenie rodzi niebezpieczeństwo wypadku na budowie. Wystarczy sobie wyobrazić blok na 150 mieszkań i wizyty przynajmniej raz w tygodniu 150 osób! A budowa jest terenem, gdzie czyha wiele niebezpieczeństw. Pracownicy znają strefy pracy dźwigów, wiedzą, gdzie wolno przechodzić, a gdzie nie, wiedzą też, gdzie może wjeżdżać ciężki sprzęt. Mają też kaski, odpowiednie obuwie – im zatem nie grozi tyle, co osobie postronnej, która na skróty będzie chciała przejść, by obejrzeć miejsce, gdzie będzie jej mieszkanie. Samowolne wchodzenie niesie za sobą poważne niebezpieczeństwo, a trzeba pamiętać, że w budownictwie jest więcej wypadków niż np. w górnictwie! Dlatego budowy są terenem zamkniętym, za które odpowiada kierownik i nadzór. Są firmy, które nie dopuszczają na budowy osób nie związanych bezpośrednio z pracami, a są i takie, które wyznaczają dni i godziny, gdy pod opieką pracowników, można wejść na budowę, tak, by nie przeszkadzać i by nie narażać siebie i innych. Wizyta zatem nie jest niemożliwa, trzeba tylko wszystko wcześniej uzgadniać i po uzyskaniu zgody, ściśle stosować się do zaleceń kierownika budowy, czy pracowników nadzoru.

Odbieramy lokal

Budynek już wzniesiony, mieszkania wykończone w standardzie deweloperskim, szczęśliwy kupujący umówiony na spotkanie ze sprzedawcą, w czasie którego ma otrzymać klucze. Ten odbiór mieszkania odbywa się podczas spotkania kupującego mieszkanie z przedstawicielem dewelopera, kierownikiem budowy, czy delegowanym pracownikiem. Polega na przekazaniu mieszkania i spisaniu oraz udostępnieniu kupującemu protokołu. W czasie przekazania dochodzi do spisania stanu liczników. Trzeba pamiętać, że po odbiorze mieszkania i kluczy klient ponosi już odpowiedzialność ze elementy, które są w tym mieszkaniu, a mogą ulec kradzieży, czy zniszczeniu, takie jak np. grzejniki, czy piec. Po odbiorze klient przejmuje też obowiązki dogrzania mieszkania.

Idziemy z fachowcem

Zazwyczaj kupującemu wydaje się, że to jeden z najważniejszych momentów, zamykających jeden, a otwierających inny rozdział w „życiu” tego mieszkania. Myśli on, że wszystkie prace już zostały zakończone i wszystko jest już na jego głowie. Kojarzy tę czynność z odbiorem typowo jakościowym. Ale tak naprawdę, to często jeszcze w budynku trwają prace wykończeniowe (przewidziane oczywiście w umowie), a firma udziela jeszcze trzyletniej rękojmi, tak więc, jeśli w czasie odbioru nie zostaną zauważone jakieś usterki, a odkryje je później klient, to firma nie zamyka drogi do naprawy, do dalszych prac. Chociaż zazwyczaj klient oglądający mieszkanie zabiera ze sobą zaprzyjaźnionego fachowca, z którym łatwiej jest ocenić stan przygotowania mieszkania i wyłapać błędy. A z drugiej strony, w interesie dewelopera jest przygotować mieszkanie bez usterek. Trudno jest, a nawet wręcz niemożliwe, by wyłapać wszystkie wady mieszkania w czasie krótkich oględzin - mówi Urszula Nowacka z firmy „Snela Nieruchomości”. - Ściany mogą być ładnie pomalowane, grzejniki estetycznie zabudowane, i na pierwszy rzut oka nic nie będzie wskazywało, że nieprawidłowo założone rury centralnego ogrzewania, gdy nagrzeją się, będą wywoływały nieprzyjemne stukanie. Tym niemniej zawsze lepiej – jeśli jest taka możliwość, np. przy mieszkaniu używanym - przed zakupem przyjść na oględziny z fachowcem. Dobrze też porozmawiać z przyszłymi sąsiadami, bo oni nierzadko mogą podpowiedzieć coś, czego niekoniecznie będzie chciał ujawnić sprzedający. Dochodzenie swoich praw przy wykryciu wad jest możliwe przy mieszkaniu nowym, kupowanym od dewelopera. W sytuacji mieszkania używanego jest to trudne, tym bardziej, że w czasie wizyty u notariusza kupujący potwierdza, że zapoznał się ze stanem technicznym i nie ma zastrzeżeń. Od 2009 roku wejdą w życie certyfikaty energetyczne, dzięki którym kupujący będzie wiedział, czy mieszkanie powoduje zużycie większej, czy mniejszej ilości energii – dodaje Urszula Nowacka. - Będą obowiązkowe dla mieszkań nowych. To może podnosić lub obniżać wartość budynku.

Pytamy o usterki

Kupujący musi mieć świadomość, że dom, czy mieszkanie, są pewnym dobrem niepowtarzalnym a nie seryjnym. Dlatego mimo coraz doskonalszych projektów, materiałów i wykonawstwa, musi on się liczyć z ewentualnością występowania usterki. Choć deweloperzy dążą do wyeliminowania ich, to nie ma możliwości stuprocentowego zagwarantowania, że idealnie wszystko będzie bez wad. Dlatego deweloperzy muszą zapewnić sposób rozpatrywania reklamacji i usuwania usterek. Osoba, która podejmuje decyzję o zakupie, nie może bać się pytać, jak sprzedawca podchodzi do usterek, w jaki sposób je zgłaszać, czy jest jakaś instrukcja użytkowania lokalu (co świadczy o tym, że firma ma już określone procedury) czy są dostępne gotowe druki – bo przecież zgłoszenia dokonuje się wyłącznie w formie pisemnej. Ten element powinien być brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Ważne jest też dla klienta, ze względu na trzyletni czas rękojmi, by miał gdzie zgłosić potencjalną usterkę – są bowiem firmy o niewielkim doświadczeniu, albo powołane tylko dla wybudowania danego obiektu, które za trzy lata już być może nie będą istniały... Dlatego warto kupować od dewelopera z tradycjami. Trzeba też pamiętać, że brak odpowiedzi na pismo w ciągu 14 dni, jest akceptacją reklamacji, ale prawo nie definiuje terminu, w jakim czasie deweloper ma usunąć usterkę.

Gwarancja i rękojmia

Te dwa pojęcia różnią się od siebie pod kilkoma względami: rękojmia jest obligatoryjna i wynika z kodeksu cywilnego, podczas gdy gwarancja jest dobrowolna, regulują ją postanowienia karty gwarancyjnej, a jeśli tam czegoś nie ujęto, to kodeksu cywilnego. Odpowiedzialność z tytułu rękojmi kończy się z upływem jej okresu, z tym, że możliwe jest podnoszenie zarzutu, jeśli sprzedawca został powiadomiony o wadzie jeszcze w okresie obowiązywania rękojmi. W przypadku gwarancji, odpowiedzialność nie kończy się z jej upływem, z tym, że trzeba udowodnić, że wada powstała w okresie gwarancji. Wtedy można dochodzić roszczeń w okresie 10 lat od dnia powstania wady. A w przypadku istotnej naprawy lub wymiany rzeczy, gwarancja biegnie na nowo. Różnice dotyczą też czasu obowiązywania – okres rękojmi wynosi trzy lata, a gwarancji, o ile nie postanowiono inaczej – jeden rok. Rękojmia dotyczy usunięcia wady, obniżenia wynagrodzenia, czy uprawnienia do odstąpienia od umowy, podczas gdy gwarancja ma katalog roszczeń zależny od treści klauzul gwarancyjnych, ale zasadniczo roszczenie dotyczy naprawy rzeczy. Wreszcie przy rękojmi kupujący traci uprawnienia z jej tytułu, jeżeli nie zawiadomił sprzedawcy w ciągu 30 dni o istnieniu wady, a przy gwarancji – nie ma aktów staranności po stronie kupującego.

"Kuchnia z pomysłem " Głos Wielkopolski 09.08.2008

Dobra kuchnia to przede wszystkim kuchnia dobrze zaprojektowana i wyposażona. Taka, w której będzie dobrze czuła się osoba gotująca, jak i odwiedzający ją przy pracy gość. Kuchnia, w której wszystko jest pod ręką, a nie ma przy tym bałaganu.

Przy projektowaniu wnętrza muszę przede wszystkim pamiętać, jakim celom będzie ono służyło – mówi Michał Snela, architekt, pośrednik w obrocie nieruchomościami i projektant wnętrz. - Jeśli jest to np. sala konferencyjna, to muszę zwrócić uwagę na wyeksponowanie miejsc, ich oświetlenie, dostęp do sieci komputerowej, czy elektrycznej, ważna jest też wentylacja i nasycenie meblami. Inny punkt widzenia mam w przypadku pokoju w mieszkaniu, a jeszcze inny w momencie urządzania kuchni. Muszę w tym ostatnim przypadku brać pod uwagę podział na strefę przygotowywania posiłków, strefę gotowania, strefę zmywania, czy strefę przechowywania produktów spożywczych, półproduktów, i gotowych, lecz oczekujących na podanie dań. A zaprojektowanie dobrej kuchni jest tak samo odpowiedzialnym zadaniem jak zaprojektowanie dobrej sali konferencyjnej. Nieergonomiczne poustawianie mebli kuchennych i wyposażenie ich w takie uszka, haczyki, czy półeczki, które nam się podobają, ale nie mamy co do nich konkretnych planów, zemści się szybko. Spowoduje bowiem dłuższy czas wykonywania jakiejkolwiek czynności – gotowania, krojenia, wyrzucania odpadów, czy zmywania, a do tego trzeba będzie co chwilę czegoś szukać. Dlatego każda kuchnia powinna być zaprojektowana z rozsądkiem. Trzeba również pamiętać o zasadach bezpieczeństwa i higieny – podkreśla Michał Snela. - Nie wyobrażam sobie np. kabli elektrycznych od lampki zwisających tuż nad kuchenką, albo ustawienia tej ostatniej przy drzwiach, i postawienia na niej czajnika z gotującą wodą, skierowanego gwizdkiem w stronę wchodzącej osoby. Podobnie nie trzyma się kosza na śmieci tuż przy stole, na którym przygotowywany jest posiłek.

Panie zauważą

Kuchnia musi być też odpowiednio oświetlona, co nie w zawsze jest łatwe z tego powodu, że nie w każdym przypadku jest w niej duże okno. To w końcu nie pokój gościnny – można powiedzieć, ale z drugiej strony w kuchni spędza się sporo czasu. I lepiej nie zastawiać okna meblami oraz ustawić nie zabierające dużo miejsca, ale doświetlające wszystko lampki, niż doprowadzić do wypadku przy pracy, tylko dlatego, że się w porę czegoś nie zauważyło. Akcesoria i elementy wyposażenia mebli nie są zatem dziedziną traktowaną przez projektantów po macoszemu. Przeciwnie, dają możliwość kreowania takiego wnętrza, które będzie nie tylko wygodne, ergonomiczne, ale jednocześnie także miłe dla oka, które sprawi, że będziemy w pomieszczeniu kuchennym przebywać z przyjemnością. To ma też znaczenie dla pań, które lubią zadbaną i dobrze wyposażoną kuchnię – zaznacza Michał Snela. - Sprawdza się to w sytuacji alarmowej, kiedy mają przyjęcie, trzeba pospiesznie coś dodatkowo przygotować, i z jednej strony dobrze radzą sobie w rozplanowanej kuchni mając wszystko pod ręką, a z drugiej, odbierają gratulacje, i wyrazy podziwu od osób, które zaoferowały swoją pomoc w kuchni. A panie potrafią docenić dobrą kuchnię, dostrzec coś bardzo użytecznego, co nieraz uszłoby uwadze panów.

Koszyki na wagę złota

Przy wyborze mebli do kuchni trzeba brać pod uwagę jej wielkość, która determinuje ustawienie szafek. Kuchnie nie są przeważnie wielkie, do tego każde miejsce w nich jest cenne, dlatego projektanci przygotowują zabudowy piętrowe, z wiszącymi szafeczkami, półkami, czy uchwytami na narzędzia kuchenne, nieraz biorąc pod uwagę dodatkowe akcesoria, dołączane do mebli, czy lodówki jako opcjonalne. Do szafek mogą być dołączane kosze zawieszkowe i kolumny meblowe, przydatne w przechowywaniu podręcznych artykułów. Mogą one korzystnie wpływać na estetykę pomieszczenia , przede wszystkim ze względu na nowoczesne wzornictwo i możliwość stosowania różnych kolorów, pasujących do innych mebli kuchennych (w ofercie firm projektowych, zajmującej się wyposażeniem do mebli i akcesoriami meblowymi, znajdujemy chrom błyszczący i matowy – aluminium, nikiel matowy – satyna oraz mosiądz błyszczący i patynowany). Do relingów na ścianach można zawieszać koszyki na kieliszki i butelki, na przyprawy, ociekaczkę do naczyń, a nawet koszyk na książkę kucharską, umożliwiający jej umocowanie w pozycji otwartej na wysokości wzroku. Relingi i ustawiane na nich koszyki doskonale mogą zagospodarować przestrzeń między szafkami, zwłaszcza w małej kuchni, a tam, gdzie nie ma za wiele miejsca nawet na nie, a są potrzebne, ich rurki można mocować nawet do blatu stołu kuchennego. Podobnie przydatne są kolumny meblowe z koszykami. (GOK)

"Budujemy drogi" Głos Wielkopolski 04.07.2008

Drogi i chodniki powinny służyć jak najdłużej, niezależnie od ciągłego narażenia na zużycie i wpływ pogody związanej z porami roku. O ich jakości mówimy nie tylko w kontekście materiałów użytych do budowy nawierzchni, ale także do budowy warstw pod nią.

Portale internetowe poświęcone budownictwu, a szczególnie budowie dróg, publikują sporo ogłoszeń dotyczących przyjęcia gruzu, ziemi i żwiru do utwardzenia dróg. Zainteresowane tym podmioty oferują nawet pomoc przy rozbiórce budynków, czy własny transport z miejsca, skąd mógłby odebrać kontener z materiałem. Niektórzy dodają, że w przypadku wcześniejszego uzgodnienia zwracają cenę paliwa, straconego na dowiezienie do nich gruzu, czy ziemi. Ale nie każdy pochodzący z rozbiórki materiał jest świetnym towarem i zasługuje na wykorzystanie. Można wykorzystywać gruz, ziemię, czy żwir przy remontach dróg, ale powinno się zwracać uwagę na jakość tego surowca – radzi Michał Snela, architekt. - Przede wszystkim zbyt wielkie kawały, nierozbite a scementowane cegły, muszą przejść wcześniej przez kruszenie, wysypywanie ich tak jak leci w dziury mija się z celem. Podobnie trzeba się przyjrzeć zawartości w „detalu”, czyli sprawdzić, czy w kontenerze z gruzem nie są przy okazji ukryte zwykłe śmiecie, stare meble, czy dywany, jak to niestety powszechnie praktykuje się przy wywózce materiałów poremontowych I jak gruz, to gruz, a więc bez ostrych przedmiotów – gwoździ, czy bez szkła. Do utwardzania dróg najlepiej zatem, bo najpewniej, wykorzystać materiały pochodzące od sprawdzonych a nie przypadkowych dostawców – kopalni żwiru, czy składów materiałów budowlanych oferujących ziemię, czy żwir. Jest to rozwiązanie droższe, ale dające gwarancję, że naprawiona droga nie rozpadnie się po roku eksploatowania. Tym bardziej, że w takim przypadku kupuje się materiał już posortowany, o odpowiedniej, wymaganej przez zamawiającego średnicy. Kopalnie i składy oferują też zazwyczaj własny transport do takiego przewozu z rozładunkiem. Podobnie jak przy budowie dróg, tak w przypadku układaniu placów i chodników z kostki brukowej trzeba pamiętać o odpowiednim utwardzeniu, przygotowaniu podbudowy. To, że nawierzchnia z kostki jest dobra, zależy w dużym stopniu właśnie od podbudowy, której uszkodzenia mają wpływ na jakość nawierzchni. Betonowe kostki po właściwym ułożeniu i zaszlamowaniu tworzą spójną całość, w której wraz z materiałem wypełniającym spoiny między sobą, współpracują w powierzchownym przenoszeniu obciążeń na warstwy podbudowy. A grubość tej ostatniej zależy od rodzaju podłoża gruntu i od planowanego obciążenia ruchem. Grubość podbudowy pod chodnikami nie musi być większa niż około 20 centymetrów, a w miejscach, gdzie przewidywane jest duże obciążenie ruchem, już powinna być większa i sięgać 30-40 cm. Dużo zależy od umiejętności firmy układającej betonowe kostki. Dobrze położone będą służyć przez lata, nie zapadając się, i nie ulegając wpływowi czynników atmosferycznych. Firmy specjalizujące się w ich układaniu, bazują na umiejętnościach i organizacji pracy pracowników, którzy potrafią sprawnie ułożyć żądany pas, do tego – jeśli jest to wymagane, ze wzorem, służącym organizacji ruchu, czy po prostu symbolem zamówionym przez zainteresowanego właściciela drogi. I choć stosują urządzenia wspomagające w układaniu w błyskawicznym tempie całych palet bloczków, to wiele czynności nadal zależnych jest od precyzji i pomysłowości ludzi. GOK

"Grzejniki żeliwne" Głos Wielkopolski 13.03.2008

Duża pojemność wodna grzejników żeliwnych i ich mała przewodność cieplna są przyczyną dużej bezwładności cieplnej. A to oznacza, że grzejniki żeliwne długo „trzymają ciepło” i powoli się nagrzewają. Nie warto ich stosować w zautomatyzowanych systemach, wyposażonych w grzejnikowe zawory termostatyczne, ponieważ czas reakcji instalacji z tymi grzejnikami na zmiany zapotrzebowania na ciepło w pomieszczeniu jest bardzo długi. Grzejniki żeliwne są często zanieczyszczone wewnątrz i wskazane było by ich wypłukanie. Również ze względu na zanieczyszczenie wewnętrzne grzejników żeliwnych nie powinno się ich łączyć w jednej instalacji z grzejnikami stalowymi, aluminiowymi czy miedzianymi. Charakterystyczną cechą grzejników żeliwnych są małe opory hydrauliczne, dlatego polecane są do obiegów grawitacyjnych – obieg wody następuje w nich dzięki różnicy gęstości, która z kolei wynika z różnicy temperatury pomiędzy zasilaniem i powrotem. Jeśli w trakcie remontu domu nie przewidujemy wymiany instalacji a stara jest wykonana z żeliwnymi grzejnikami członowymi wskazane byłoby zastosowanie kotła z żeliwnym wymiennikiem ciepła ponieważ jest on lepiej dostosowany do pracy z tego typu instalacją. Jeśli instalacja pracuje w obiegu wymuszonym, tzn. takim w którym obieg wody następuje dzięki pracy pompy, warto zainstalować przed nią filtr siatkowy ze względu na zanieczyszczenia wewnętrzne grzejników żeliwnych. Taki filtr należy okresowo czyścić. Załóżmy, że mamy już zainstalowane od kilku lat grzejniki, trochę się już zakurzyły, przybrudziły, i zapadła decyzja o ich odnowieniu. Nie wymieniamy ich na nowe, tylko zamierzamy sięgnąć po pędzel. Jak je malujemy? Przede wszystkim trzeba wybrać odpowiednią farbę, zarówno pod względem koloru, jak i rodzaju – mówi Michał Snela, projektant wnętrz. - Zazwyczaj grzejniki malowane są białym kolorem, jednak taka barwa nie zawsze pasuje do wystroju wnętrza, zwłaszcza wtedy gdy grzejnik będzie wyeksponowany, a ściany mają ciemne kolory. Wtedy warto poeksperymentować i szukać farby spełniającej wymagania dotyczące dopuszczalnej temperatury krytej powierzchni. Tym bardziej, że nie zawsze jesteśmy skazani na proste płyty, żeberka, czy drabinki: niektóre osoby przykładające wagę do indywidualnego wystroju wnętrza, decydują się na indywidualny projekt kształtu grzejnika i wtedy takie urządzenie zyskuje nie tylko aspekt praktyczny, jako źródło ciepła, ale również ozdobny. Na ścianie może zatem prezentować się kompozycja rurek na kształt łezki, liścia, czy figury geometrycznej. Dobierając farbę do malowania grzejnika musimy zwracać uwagę na to, by chroniła powierzchnię przed korozją, nie żółkła i by nie łuszczyła się pod wpływem temperatury. Na etykiecie trzeba sprawdzić, czy spełnia wymagania europejskich standardów – wytrzymuje temperaturę 140-180 stopni. Jeśli ten pułap jest wyższy – to tym lepiej. Praktycy przyznają jednak, że wystarczy, by farba użyta do pomalowania kaloryfera nie stopiła się, ani nie odpadła przy temperaturze 60-80 stopni i sięgają po zwykłe emalie i farby olejne. Mimo to nie zaszkodzi posłuchać zaleceń producentów farby i dostosować się do podanego na opakowaniu zakresu temperatur i uwag o miejscu zastosowania farby. Tym bardziej, że odnawiany grzejnik w pokoju nie stawia takich wymagań, jak np. grzejnik w łazience, gdzie z natury rzeczy panuje wyższa temperatura i wilgotność. I tu kłaniają się specjalnie dedykowane takim rozwiązaniom farby. Gdy mamy już wybraną i zakupioną farbę, trzeba sięgnąć po narzędzie do jej rozprowadzenia. Najlepiej wybrać pędzel i to stosunkowo niewielki, taki, którego włosie doprowadzi farbę do szczelin, czy dobrze otoczy rurki. Wałek, dobry do płaskich powierzchni, nie zawsze sprawdzi się w takich okolicznościach. Grubość pędzla i długość jego trzonka nie są regułą – trzeba po prostu wybrać najbardziej pasujący do typu grzejnika i wygodny przy trzymaniu pod różnymi kątami. Przed malowaniem warto wyłączyć grzejniki i poczekać na ich ostudzenie. Samo malowanie Jeżeli macie zamiar przeprowadzić remont zimą, gdy jest włączone centralne ogrzewanie, kupując farbę zwróćcie uwagę na to, o jakiej temperaturze powierzchnie można nimi malować. Większością farb i emalii zaleca się malować tylko wtedy, gdy centralne ogrzewanie nie jest włączone. Jeżeli nie będziecie tego przestrzegać, powierzchnia może pożółknąć (jeżeli malujecie białą farbą) i będzie niedostatecznie równa i gładka, gdyż farba zbyt szybko i nierówno wyschnie. Powierzchnia powinna być sucha, czysta, bez kurzu i śladów tłuszczu. Niemalowane kaloryfery należy odtłuścić, powierzchnię przetrzeć delikatnym papierem ściernym, odkurzyć i zagruntować gruntem antykorozyjnym. Zazwyczaj producenci w instrukcjach proponują grunt najlepiej pasujący do konkretnych farb. Jeżeli kaloryfer już był malowany, lecz warstwa farby jest zła, np. łuszczy się, należy ją usunąć i dalej postępować tak, jak z niemalowanym kaloryferem. Jeżeli zaś malowana powierzchnia jest równa, a Wam po prostu nie podoba się kolor, należy ją zeszlifować papierem ściernym aż stanie się matowa i umyć odpowiednim środkiem, żeby usunąć tłuszcz i kurz. Kaloryfery maluje się pędzlem (rzadziej spryskiwaczem lub wałkiem - ze względu na wygodę), 1-2 warstwami. Należy wybrać pędzel odpowiedni dla waszego kaloryfera. Być może jest wam wygodniej pracować pędzlem na długim trzonku, a być może odwrotnie - na krótkim. Może potrzebny jest pędzel gruby, a być może cienki. Jeżeli będziecie nakładać dwie warstwy farby, po wyschnięciu pierwszej, powierzchnię przetrzyjcie papierem ściernym. (GOK)

"Drzwi z komputera" Głos Wielkopolski 12.03.2008

Minęły czasy, gdy w zdecydowanej większości mieszkań montowano tylko jednakowe drzwi ze sklejki, a w łazienkach też tylko jeden model z niewielką szybką na górze, a kratkami na dole. Dziś oferta jest bardzo szeroka, tym bardziej, że... nie ma obowiązującej zasady w ich dobieraniu. - Wszystko zależy od gustu właściciela mieszkania i wystroju wnętrza – zapewnia Michał Snela, architekt i projektant wnętrz. - Oczywiście trzeba brać pod uwagę funkcję, jaką mają spełniać, tak by drzwi wejściowe do mieszkania nie odgradzały wejścia na taras, a drzwi typowo łazienkowe nie wstawiano do salonu. Ale poza tym ograniczeniem, nie ma innych. Drzwi wejściowe najlepiej wybrać antywłamaniowe i to też nie pierwsze lepsze, ale atestowane, z uznanymi certyfikatami bezpieczeństwa. Podobnie zresztą jak w przypadku zamontowanych w nich zamków. Z kolei drzwi wewnętrzne dostępne są w szerokie gamie kolorów, oklein, oszklenia, czy okuć. Odchodzi się od pełnych drzwi w pokojach, dziś już w zasadzie spotykanych tylko w starym budownictwie, dworach, zakładach pracy, czy gabinetach – dodaje Michał Snela. - Coraz szerzej stosowane elementy wykonane ze szkła powodują, że – w zależności od położenia względem okna - w pomieszczeniach i za nimi jest jaśniej. Okleiny w szerokiej gamie pozwalają na dopasowanie do preferowanych mebli, czy kolorów ścian. Warto dodać, że jeśli ktoś jest niezdecydowany, może skorzystać z oferowanych przez niektóre firmy projektów komputerowych – wizualizacji, gdzie zobaczy, jak dane drzwi będą wyglądały w jego pomieszczeniu, bez potrzeby ich kupowania i montowania. Osobną grupą drzwi, przy której projektanci mają pole do popisu, są modele montowane w nowoczesnych budynkach biurowców, czy apartamentowców. Muszą one współgrać z elewacjami wykonywanymi z piaskowca, wewnętrznym hallem przykładowo pokrytym kamieniem naturalnym, a do tego powinny pasować do koncepcji zieleni. Takie detale jak sposób otwierania, czy rozsuwania się, nieraz futurystyczny kształt klatki schodowej, czy kombinacje metalu i szkła antywłamaniowego, również mają swoje znaczenie. Wejście do budynku wywiera na gościu pierwsze wrażenie, najważniejsze – dlatego warto o nie zadbać. (GOK)

"Pomieszczenie w komputerze. PROJEKTOWANIE. Ujrzeć swój długopis na wirtualnym biurku " Głos Wielkopolski 03.11.2007

Czy jest możliwe obejrzenie i ocenienie pokoju, kuchni, sali pubu, czy pokoju konferencyjnego zanim zostaną one w ogóle umeblowane? Czy można wtedy zobaczyć, która część pomieszczenia będzie jasno oświetlona, a którą będzie pokrywać cień? Jak się okazuje – taka „wizyta” jest możliwa w wirtualnym świecie i coraz częściej praktykowana.

Projektantom wnętrz sprzyjają uwarunkowania prawne: mogą wprawdzie przygotować wizualizację pomieszczenia dla osoby prywatnej tylko na mocy umowy z nią, ale dla państwowej firmy, czy urzędu, są do tego zobowiązani przez procedurę przetargową. Krótko mówiąc – nie wstawia się pierwszych lepszych mebli, bo takie akurat stoją od dwudziestu lat w magazynie, ale ogłasza się przetarg, którego uczestnicy projektują wyposażenia pomieszczenia w najdrobniejszych detalach. Zamawiający może tym samym zobaczyć na ekranie komputera, albo na kolorowych wydrukach, jak będzie dane wnętrze wyglądało. Włączony telewizor i bijąca od niego poświata? Proszę bardzo, wszystko można uwzględnić – mówi Michał Snela, poznański architekt i projektant wnętrz. - Obecnie projektuję salę konferencyjną marszałka województwa mazowieckiego. Oto stół konferencyjny w wariancie „normalnym”, a tak wygląda z wysuniętymi spod blatu płaskimi ekranami komputerów. Wszystko jak na dłoni, możliwe do obejrzenia pod różnym kątem z wszystkich stron. Osoba oglądająca wizualizację na komputerze może poczuć się, jakby była już w pomieszczeniu, które jeszcze nie powstało. Technika komputerowa pomaga projektantowi pokazać efekty specjalne, jakie będą towarzyszyć w czasie normalnej eksploatacji pomieszczenia. W pubie np. krzesełka i stoliki mogą być omiatane kolorowymi snopami światła, a w dyskotece np. - dodatkowego smaku daje możliwość pokazania ich w kłębach dymu z wytwornic. Przed przystąpieniem do projektowania, muszę zobaczyć, jak wygląda dane pomieszczenie, albo przynajmniej obejrzeć je na zdjęciach – opowiada Michał Snela. - Widzę jego wielkość, rozmieszczenie okien, gniazdek sieci elektrycznej, otworów wentylacji, oceniam jak pada światło. Ponadto muszę wiedzieć, jakie funkcje będzie ono spełniać, ile osób będzie w nim pracować i jaka jest w związku z tym wymagana ergonomia. Na tej podstawie dopiero sporządzam szkice i dopasowuję wymagane funkcje do istniejących możliwości, by osiągnąć maksimum efektów. We wszelkich wirtualnych projektach, osoba je sporządzająca opiera się na istniejących meblach i sprzętach, albo – jeśli tego sobie zażyczy zamawiający – projektuje także i je od podstaw. Zdarza się bowiem, że przy wyposażaniu pokoju, czy sali, zamawiający chce mieć absolutnie niepowtarzalne pomieszczenie, ze specjalnie dla niego przygotowanymi meblami. Dlatego projektant sprawuje później nadzór autorski, by wszystko było wykonane dokładnie zgodnie z projektem. Z tego też względu nie można nieraz dokładnie określić czasu, który trzeba poświęcić na sporządzenie projektu: może to być tydzień, a może miesiąc i dłużej, jeśli zamawiający zażyczy sobie odwzorowanie nawet takich detali jak ulubiony przybornik, czy długopis od żony na biurku... (GOK)

"Akademik czy mieszkanie?" Głos Wielkopolski 17.01.2007

Gdy już uda się dostarczyć wszystkie dokumenty do sekretariatów uczelni, zdać wszystkie egzaminy i dowiedzieć się o przyjęciu na listę studentów, warto pamiętać przed wakacjami o przygotowaniu sobie przyszłej kwatery. W czasie poszukiwania mieszkania w sierpniu może okazać się, że wolnych kwater już prawie nie ma, a te co są, są drogie, oddalone od uczelni i nie spełniają oczekiwań przyszłego studenta.

W przypadku studentów, którzy pierwszy rok nauki już mają za sobą, sprawa jest o tyle prosta, że zazwyczaj mają „zaklepane” dotychczasowe miejsce. Wyjeżdżają na wakacje ze świadomością, że będą mieli gdzie w końcu września wrócić. A jeśli nawet nie mogą, lub nie chcą mieszkać w dotychczasowym lokum, to mają już rozeznanie, gdzie i za ile można znaleźć wolny pokój. Przyszli studenci pierwszego roku, którzy do miasta, gdzie jest uczelnia, muszą dojeżdżać, mają już pewien problem – mogą albo załatwiać zakwaterowanie w akademiku, albo szukać kwatery prywatnej. I choć na rynku najlepsze miejsca są już zarezerwowane od początku wakacji, to nadal można znaleźć coś ciekawego, zarówno w czasie poszukiwań po znajomych i studiowania ogłoszeń na przystankach i w prasie, jak i podczas śledzenia ofert w Internecie. Najwięcej jest oczywiście propozycji dla studentów w dużych miastach akademickich, np. w Poznaniu. Najlepiej za mieszkaniami, lub pokojami do wynajęcia od końca września rozejrzeć się już na początku wakacji i nawet zapłacić za rezerwację, niż później nerwowo poszukiwać jakiegokolwiek pokoju – radzi Urszula Snela z biura pośrednictwa Snela Nieruchomości. - Takie rozwiązanie jest też korzystne dla strony wynajmującej, bo ma ona spokojne wakacje, może wcześniej poznać studenta, który będzie mieszkał w jej domu i nie musi zadawać sobie trudu wystawiania ogłoszenia za miesiąc, czy za dwa. Ponadto na początku wakacji jeszcze można wybierać, a więc porównywać odległość od uczelni, dojazd, wyposażenie mieszkania w pralkę, lodówkę, telewizor, czy nawet wybierać mieszkanie dla osoby palącej lub niepalącej.

Akademik czy mieszkanie?

Nie każdy może dostać pokój w domu studenckim – przede wszystkim te miejsca są przeznaczane dla studentów przyjeżdżających z daleka i tych, którzy wykażą, że ich dochody są zbyt niskie, by wynająć stancję w mieście. Przy zakwaterowywaniu się w akademiku warto starać się o ulokowanie w pokoju z osobą już sobie znaną np. z kolegą, czy koleżanką z liceum, którzy będą studiować na tej samej uczelni. Mieszkając z kimś w jednym pokoju należy ustalić podstawowe zasady, aby nie popadać w konflikty ze współlokatorem. W przypadku wyboru mieszkania, a nie akademika, trzeba przyjrzeć się okolicy i sprawdzić czy jest bezpieczna, zbadać możliwości dojazdu na uczelnię i sąsiedztwo sklepów oraz placówek usługowych. Bardzo ważne jest również, aby wynajmując mieszkanie, bądź pokój, zawsze podpisywać umowę. W przeciwnym razie nie ma żadnego dowodu, że można w tym miejscu mieszkać.

Kilka ofert

W Poznaniu jest drogo – ostatnie oferty internetowe mówią o czekającym na wynajęcie dużym i przestronnym pokoju na dwie osoby na Dębcu. Nieumeblowany, wspólna kuchnia i łazienka, dostęp do Internetu, pralka i lodówka. Cena – 680 zł miesięcznie za pokój. W centrum, przy ul. Taczaka czeka pokój na dwie osoby w pięciopokojowym, wyremontowanym mieszkaniu. Duża kuchnia, łazienka, Internet, telewizja, a wszystko to za 470 zł od osoby plus opłaty licznikowe plus kaucja w wysokości jednego czynszu. Pokój tylko dla niepalących. Na Ratajach jednoosobowy pokój, z dostępem do kuchni i łazienki, możliwy do objęcia od października – 450 zł miesięcznie, bez dodatkowych opłat. W samym Kaliszu jest dużo taniej. Znaleźliśmy przy ul. Handlowej czekający na dwie osoby duży umeblowany pokój, z dostępem do kuchni i łazienki. Może być dla osób palących, najlepiej kobiet. Cena – 200 zł miesięcznie. (GOK)